sobota, 29 października 2016

DAWNE DWIE SETKI, CZYLI U ZARANIA PRZYGODY


W tytule bynajmniej nie chodzi o zaległą kolejkę przy ognisku, a o mój pierwszy strzał na dystans ponad dwustu kilometrów. Mowa o obserwacji Stoja z Radziejowej, która plasuje się na liście najbardziej odległych obserwacji do wykonania z terenu naszych gór i w ogóle jednej z odleglejszych w naszym kraju. Ukraińskie Karpaty z Radziejowej obserwowałem już dużo wcześniej, właściwie to zaraz po postawieniu wieży widokowej w 2006 roku, ale trochę czasu upłynęło zanim zdobyłem coś na czym mógłbym to sensownie uwiecznić. Pierwsza taka okazja wypadła mało korzystnie, podczas przypadkowej przechadzki i przy coraz bardziej słabnącym oświetleniu i jedyne co wsparło fotografowanie, to spore albedo ośnieżonych połonin.

Zdjęcia uzyskałem słabej jakości , ale wtedy moja wiedza o fotografii ograniczała się do znajomości miejsca położenia guzika spustowego  na korpusie aparatu, a noszenie statywu uznawałem tylko za zadatek do nabawienia się postrzału kręgosłupa. Niemniej tego dnia zrozumiałem, że da się fotografować na naprawdę spore dystanse i wpadłem w manię polowania na takie widoki. Dalej to już się samo potoczyło... Rychło znalazł się portal DO i znalazło się forum z takimi samymi maniakami tematu. Ot taki kamień milowy w życiu...

Szkli się w reglu górnym... Kilometr nad Kotliną Sądecką, mroźne powietrze obdarzy mnie dziś kryształową przejrzystością.


Za szpicem przekaźnika na Magurze Stebnickiej, piętrzą się Bieszczady Zachodnie.

Nieco na prawo lokuje się najwyższy szczyt Bieszczad Wschodnich jak i w ogóle całych Bieszczad oraz początek łańcucha Beskidów Połonińskich, czyli grupa Połoniny Równej.

Klasyka gatunku, czyli białe lica połonin ze zwieńczeniem Borżawy odległej o przeszło dwie setki kilometrów.





A potem to już tylko powrót przy słonecznych flarach.







Miejscówka: Radziejowa 1266 m n.p.m. + ok. 25 m. wieża (49.449322 N 20.604166 E)
Data polowania: 29.01.2012
Najdalszy strzał: Stoj - 210 km.
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm

poniedziałek, 24 października 2016

WSCHÓD NA WSCHODNIM KANCIE TATR


Kieżmarski Szczyt... Ten spory kawał skały flankuje od wschodu Tatry Wysokie. Wyróżnia się w krajobrazie potężną, ponad półtorakilometrową deniwelacją ponad otoczenie, a z sąsiedniego Małego Kieżmarskiego Szczytu opada legendarna tatrzańska ściana. Ściana niebagatelnego kalibru, bo liczy sobie ponad 900 metrów pionu. Możliwości obserwacyjne z tego punku są równie spore. Panorama sięga od Karpat Wschodnich po Sudety Wschodnie. O ile mamy dobrą widoczność...

Lato 2016 w dalszym ciągu mnie zaskakuje, bo początek sierpnia przyniósł masy w miarę klarownego powietrza, dokładnie tak samo jak na początku lipca. Mam pewne obiekcje czy będzie dobrze, ale tak naprawdę to się nie dowiem, póki nie pojadę na miejsce. Szansa wypadła mało korzystnie, bo po dyżurze nocnym. Primo trza odespać noc w robocie, dlatego wyjechałem późno, ale tak by solówka na najtrudniejszym, dość eksponowanym fragmencie Rakuskiej Grani, dała się przejść, jeszcze  przy ostatnich promieniach słońca.

Areał Huncowskiej Doliny. Po prawej biegnie Rakuska Grań którą będę wchodził na szczyt.

Nad Kieżmarskim wyrosła droga mleczna. Ja natomiast ucinam sobie drzemkę w szczelinie na Małym Kieżmarskim którą upatrzyłem sobie parę lat temu podczas wyjścia tą samą drogą.


Niestety poranek nie jest tak dobry jak szacowałem. Warstwa nieprzejrzystego powietrza sięgała bardzo wysoko. Była też na tyle gęsta, że słońce nie zdołało się przez nią przebić. Ech... Pech. Niemniej gdy rydwan Heliosa wzbił się wyżej, to co nieco podświetlił z góry i z pustą kartą nie wróciłem. Na początek wpadły w kadr Góry Tokajsko-Slańskie.

"Słowacka Kolumbia", czyli pozostałość po jednym ze slańskich stratowulkanów.

Ciut dalej na południe plasuje się najwyższy szczyt południowej części Gór Tokajsko-Slańskich.
A ciut dalej na północ najwyższy szczyt całego łańcucha.

Ciut dalej, na granicy Słowacko-Ukraińskiej leży sobie andezytowy masyw pomiędzy Vihorlatem, a Makowicą. Czyli najwyższy szczyt grupy Popriecnego - Vetrova Skala, licząca sobie 1024 m n.p.m.


Nieźle siadło też w kierunku gór Sanocko-Turczańskich.


I wschodniego końca Beskidu Niskiego.

Nad Preszowskimi Strażami uplasował się następny łańcuch wulkaniczny.

Jenak jeśli ciut bardziej nagiąć krzywą kontrastu, to to krzywa uśmiechu na twarzy też się wygina... Dalej dziś nie będzie.

Warto było poczekać jeszcze chwilę, bo dobrze też oświetliło węgierskie fragmenty Karpat. Dobrze choć fragmentarycznie. Bo takie na przykład Góry Bukowe, były widoczne dość dobrze. Podczas gdy położone mniej więcej w tej samej odległości sąsiednie Góry Matra, już nie były widoczne i jak już coś się dało wyciągnąć to po drastycznej obróbce. 

Środkowy fragment Zempleni-hegyseg. Przy obróbce zaintrygował mnie mały dinks pomiędzy Gergely-hegy, a Som-hegy.

 Po przekadrowaniu, okazało się, że to baszta XIII-wiecznego zamku Regeci var, który jest obecnie odbudowywany.




A to już końcówka całego pasma.


Węglanowy płaskowyż Bukk-fennsik. Za tym garbem są już płaskie hektary Panonii.


A to rozpracowanie tych niezbyt wyróżniających się szczytów. Nagyon szép...

Jeszcze tylko pamiątkowa fotka z puchą...

I pora schodzić... Zostawiając za plecami Kieżmarskiego z Łomnicą.


Podsumowując, to kilometrowo może jakoś nie było źle, ale jak na Tatry to niestety nic rewelacyjnego. +200 km nie pękło, na +300 km to rzecz jasna nawet nie liczyłem, ale co nie dziś to nie znaczy, że nigdy. To w końcu okazyjne polowanie poza sezonem i dobrze, że w kadr wpadło choć tyle. No i wypadało by przeczyścić matrycę, bo połowa obróbki zdjęcia to zamazywanie kropek :)

Miejscówka:  Kieżmarski Szczyt 2558 m n.p.m. (49.19928 N 20.22008 E)
Data polowania: 08.08.2016
Najdalszy strzał:  Ostra Hora - 198 km
Oręż fotograficzny: Pentax K-50 + Soligor 400 mm / + DAL 50-200 mm

czwartek, 13 października 2016

KRZYWIZNA TO NIE WSZYSTKO



 "Na początku było Odchrząknięcie… Potem Słowo…"

Terry Prachett - "Blask Fantastyczny"

Lecimy od spraw podstawowych... Biorąc pod lupę dalekie obserwacje, warto się przyjrzeć niektórym  zależnościom z zakresu optyki i geometrii. Na ruszt polecą dziś proste wywody, równania i masa cyferek. Z tego matematycznego rozgardiaszu, wyciągniemy liczbę odcinka. Będzie ona obrazowała jak rzecz trywialna - krzywizna Ziemi zakłóca zerkanie za horyzont i jak bardzo trzeba się postarać, by to zerkanie uskutecznić. 


Cóż... Chcąc, nie chcąc żyjemy sobie na elipsoidzie obrotowej i obiekty po przekroczeniu pewnej odległości najzwyczajniej muszą zajść za horyzont. Pomimo, że już w mniej więcej 230 r p.n.e. Eratostenes potrafił wykazać, że Ziemia to jednak coś na kształt kuli i w dodatku niewiele się pomylił przy wyznaczaniu jej obwodu, to  do dziś przetrwały w ludzkich głowach koncepty płaskiej Ziemi, wklęsłej Ziemi i cholera jeszcze wie jakiej Ziemi. Nie zdziwiła by mnie nawet wiara w koncept Ziemi-sześcianu, skoro cała lawina nauki, nie zmiotła uprzednio wymienionych wersji.

Dzisiejsze rachunki będą na starcie obarczone pewnym błędem, bo na nasze potrzeby będziemy traktować Ziemię jak kulę, a nie jak geoidę. Wyniki będą rzecz jasna odbiegały od rzeczywistości w niektórych częściach globu, ale błąd nie będzie jakoś specjalnie rażący. Zatem ruszamy od podstaw, czyli od wykreślenia założeń i wyprowadzenia wzoru:



 Legenda:

R - uśredniony promień Ziemi: 6371 km.
x - krzywizna Ziemi
y - promień ziemi pomniejszony o krzywiznę Ziemi
d - odległość pomiędzy punktami AB
c- cięciwa łuku AB (nic istotnego)

Oczywistym jest, że promień naszej planety nie jest stały. Na równiku wynosi 6378 km i jest o ok. 20 km większy niż na biegunach. Niemniej, dla terenu Europy Środkowej promień Ziemi będzie niewiele mniejszy od uśrednionego, co oznacza mniej więcej tyle, że pomimo błędnego założenia kształtu Ziemi, nasze równanie będzie dość dokładne na szerokościach geograficznych Polski. Wyliczenie krzywizny Ziemi, opiera się na różnicy promienia Ziemi i i odcinka promienia Ziemi pomniejszonego o tą krzywiznę.

 x = R - y
cos(α/2) = y/R
y = R cos(α/2)
x = R - R cos(α/2)

Teraz wystarczy wyciągnąć stałą, jaką jest uśredniony promień Ziemi przed nawias. Otrzymana wartość, jest niczym innym jak strzałką cięciwy ograniczającą odcinek okręgu.

x = R [1 - cos(α/2)]   [km]

Sprawę można jeszcze nieco przeanalizować i równanie przerobić. Nieco praktyczniejszym, było by bezpośrednie podanie zależności pomiędzy krzywizną, a odległością między punktami AB. Nic prostszego. Najpierw posłużymy się kolejnym uśrednieniem, tym razem w odniesieniu do obwodu Ziemi wyrażonego jako:

Dśr =2πR
Dśr = 40030 km

Odcinek AB równy odległości d, jest wycinkiem okręgu o długości D. Zatem z proporcji łatwo można wyliczyć kąt zawarty pomiędzy środkiem Ziemi a punktami A i B. 


α = 360 d/Dśr
α = 360 d/40030
α = d/111,194

Powyższą wartość możemy śmiało wcisnąć do poprzedniego wzoru na krzywiznę Ziemi. Otrzymujemy zatem:

x = R [1 - cos(α/2)]
 x = R [1 - cos(d/2 111,194)]
 x = R [1 - cos(d/222,388)]   [km]

Wzór gotowy. Powiedzmy, że obserwujemy taki obiekt jak Gerlach z odległości 200 km. Po krótkiej rachubie wychodzi na to, że krzywizna na tym odcinku wyniesie 0,784 km czyli 784 metry. Od razu pojawia się pytanie - czy zatem wystarczy, by obiekt na dystansie 200 km miał większą wysokość niż 784 metry, by mógł być zaobserwowany? Odpowiedź brzmi: Chyba jak sobie namalujesz! Nie wystarczy, mało tego zaraz udowodnimy, że to dużo za mało. Takie zakrzywienie było by jedynym problemem, gdyby Ziemia była płaska jak czubek czapy chińskiego generała. Niestety, pozycje obiektów ulegają także względnemu odchyleniu, jako, że znajdują się na sferze. Maksymalna odległość z danej wysokości, była już wcześniej omawiana na blogu. Toteż skorzystam przy tym z tego samego szkicu sytuacyjnego.






W tym przypadku zmodyfikuję równanie na krzywiznę Ziemi i skorzystam z tożsamości trygonometrycznej kąta połówkowego:

cos(α/2) = (1+cosα)/2

Z kolei łatwo zauważyć, że w obecnej sytuacji możemy zamienić cosinus na stosunki odpowiednich boków:

cos(α)= R/R+h

W tej chwili możemy już obliczyć stosunek wysokości obiektu (w kilometrach), do krzywizny ziemi przy maksymalnej odległości obserwacji z tego obiektu. Stosunek h/x opiszemy sobie jako tzw. liczbę M (M jak liczba magiczna - taki mały hokus pokus).

M = h/R [1 -  (1+{R/R+h})/2]

Podstawiając wysokość dowolnego szczytu uzyskamy ten sam stosunek, nie ważne czy będzie to Mt. Everest, Śnieżka, Łysiec czy tam inny Gerlach. Przedstawiam Państwu...

  M = 4 

...Fantastyczną czwórkę! (sic!). Na naszej planecie ten stosunek zawsze będzie wynosił 4! (nie, nie cztery silnia). Co prawda, pomiędzy różnymi wysokościami są pewne różnice, ale dopiero na czwartym miejscu po przecinku. Zatem, obiekt musi być przynajmniej cztery razy większy niż krzywizna Ziemi na danym odcinku, by w ogóle był widoczny. Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że kalkulacja jest "surowa" i nie zawiera choćby wspomagania refrakcji i takich przeszkód jak inna góra na drodze toru światła. Rozpatrywany przypadek, dotyczy tylko obserwacji z poziomu morza, lub przy pewnym uproszczeniu z poziomu jakiejś niziny.

Sprawa się nieco komplikuje, gdy punkt obserwacyjny znajduje się na wyższym poziomie, a jego podstawa leży w obszarze zakrycia przez krzywiznę. Rozpatrzmy zatem nowy schemat z masą nowych problemów.



Jak widać, powyższy układ trójkątem prostokątnym nie jest, a nasz kąt α jest już kątem rozwartym. W związku z tym klasyczny rachunek trygonometryczny nieco się komplikuje. Na szczęście w sukurs przychodzi twierdzenie Carnota:

c2 = a2 + b2 - 2abcosα

Gdzie: a,b,c to długości poszczególnych boków trójkąta. Bok c leży naprzeciw kąta  α. W naszym przypadku istotne będzie uzyskanie wartości cosinusa, więc całość po przekształceniu przyjmie postać:

cosα =  (a2 + b2- c2)/2ab

Nasze boki będą równe następującym wartościom. Jeśli chodzi o bok c, to jego wartość przy danych podawanych w kilometrach, wyprowadziłem kiedyś w innym artykule. Po szczegóły odsyłam tutaj.

a = R+h1
b = R+h2
c = 112,889[h1+h2]

Teraz wystarczy podstawić nasze wartości w odpowiednie miejsca, by otrzymać monstrualne równanie.

cosα = ((R+h1)2 + (R+h2)2 - (112,889[h1+h2])2)/2(R+h1)(R+h2


Po krótkim namyśle stwierdzamy, że to równanie jest stanowczo zbyt mało monstrualne, więc 
wstawiamy go bezpośrednio do równania na liczbę M.
   
M = h1/R [1 -  (1 + {[(R+h1)2 + (R+h2)2 - (112,889[h1+h2])2])/2(R+h1)(R+h2)}/2]

M = h1/R [1 -  (1 + {[(R+h1)2 + (R+h2)2 - (12743,926[h1+h2])])/2(R+h1)(R+h2)}/2]


Do wzięcia pod lupę nadaje się np. obraz góry na wyspie, obserwowany z masztu jakiegoś okrętu. Powiedzmy, że STS Dar Młodzieży wybrał się w rejs na Morze Norweskie, gdzie pewnego poranka spostrzeżono ląd, ledwo wystający nad horyzontem.

h1 - Beerenberg: 2,277 km
h2 - maszt STS Dar Młodzieży: 0,045 km
M = 3,917

Drugim przykładem będzie pływający po Oceanie Spokojnym lotniskowiec USS Gerald R.Ford. Szczyt nadbudówki tego giganta leży mniej więcej 70 m nad lustrem wody, w zależności od stanu zanurzenia kadłuba. Jak zatem wygląda liczba M przy pierwszym spostrzeżeniu wyspy Hawaii?

h1 - Manua Kea: 4,205 km
h2 - nadbudówka USS Gerald R.Ford: 0,070 km
M = 3,937

Liczba M już przy niewielkiej wysokości zaczęła maleć. Choć wiąż obserwowany obiekt musi być prawie cztery razy większy niż krzywizna ziemi, by mógł być dostrzeżony. Wyliczmy jeszcze wartość M dla poszczególnych przykładów dalekich obserwacji. Posłużymy się wzorem na krzywiznę ze znaną odległością pomiędzy obiektami x = R [1 - cos(d/222,388)]. Wysokość szczytu wyższego będzie w równaniu wysokością porównywalną - h1 w stosunku do krzywizny.


Obserwacja Stoja 1677 m n.p.m. z Radziejowej 1266 m n.p.m.

M = 1,938, przy d = 210 km i x = 865 m

Dla obserwacji Lodowego Szczytu 2627 m n.p.m. z Salomina 260 m n.p.m. 

M = 2,669, przy d = 224 km i  x = 984 m

Dla obserwacji Łomnicy 2634 m n.p.m. z Góry Św.Anny 408 m n.p.m. 

M = 3,259, przy d = 203 km i x = 808 m

Jak widać, obiekty muszą być znacznie wyższe od krzywizny, pomimo iż ledwo wystają ponad horyzont. Prześledźmy jeszcze przykład na podstawie fotografii. Modelowym przypadkiem, będzie obserwacja Tatr z Płaskowyżu Proszowickiego. Konkretnie Salatyna z południowo-wschodniego stoku Patrolni.


Odległość pomiędzy punktami to 114 kilometrów. Mniej więcej w połowie dystansu, na 61 kilometrze, a zatem w maksimum krzywizny znajduje się grzbiet Lubonia Małego. Fliszowy wał osiąga w tym miejscu 870  m n.p.m. Dodając tą wartość do wartości krzywizny wynoszącej 255 metrów, otrzymujemy całe 1135 metrów przeszkody dla światła, które redukujemy o wysokość punktu obserwacyjnego na stoku Patrolni - 300 metrów. Otrzymamy wartość zakrycia wynoszącą 835 metrów. Zakrycie wzrasta liniowo, więc zgodnie z proporcją na 114 kilometrze zakrycie sięgnie 1560 metrów. W związku z tym Salatyn mierzący 2047 m n.p.m. winien być zakryty właśnie do wysokości 1560 m n.p.m. Tymczasem w rzeczywistości Salatyn zaczyna wystawać od znacznie wyższej wysokości. Symulacja wskazuje dopiero rejon poziomicy 1775 m n.p.m., a przez obecność lasu na Luboniu Małym będzie to rejon poziomicy 1800 m n.p.m.

Oto efekt próbkowania wysokości grzbietu Zadniego Salatyna zachodzącego za Luboń Mały.



Oraz porównanie na bardzo dużym przekadrowaniu kadru macierzystego na 200 mm.


Kalkulacje zostały poczynione bez wpływu refrakcji. Obraz Salatyna jest więc i tak lekko podniesiony w stosunku do położenia geometrycznego i bez tego wpływu wystawał by pewnie gdzieś od ok. 1900 m n.p.m. co będzie zmienne w zależności od warunków atmosferycznych. Tak więc odchylenie obiektów na sferze, ma niebagatelne znaczenie przy dalekich obserwacjach. Przeszkody terenowe i krzywizna to nie wszystko.

sobota, 8 października 2016

JASŁO POD TATRAMI


Lufty i lufciki... Przy dalekich obserwacjach w górach to ważna kwestia. Tym bardziej jak znajdujemy się na terenie zapadliska śródgórskiego, gdzie sporo napsuć może położenie innych, nawet dość niskich pasm. Dziś skorzystam z takiego prześwitu, jakim jest obniżenie przeł. Zdżar pomiędzy Bartnią Górą, a grzbietem Magury Małastowskiej. Daje to okazję by złowić najwyższe pasmo Karpat  z bardzo niskiego obniżenia śródgórskiego - Kotliny Jasielskiej,  a konkretniej z samego centrum Jasła.

Szansa pojawiła się we wrześniu wraz z pierwszymi klarownymi masami powietrza, które zazwyczaj wtedy nadchodzą nad Polskę. Zaplanowałem by złowić Tatry przy okazji wizyty u kumpla, ale już minutę po starcie, jeszcze z pozoru nie zużyty łańcuch dokonał dźwięcznego pierdyknięcia. Ledwo się wyrobiłem, by skutecznie skuć całość bez zakładania spinki.

Tego typu problemy zawsze pojawiają się w najbardziej "odpowiednim" momencie. Murphy zaciera ręce...

Najlepszym miejscem do polowań jest górująca nad starym miastem Klasztorna Górka. Wybija się na raptem 25 metrów ponad płynącą opodal Wisłokę, ale tyle wystarczy by mieć pole do focenia ponad dachami domów. Najlepszym miejscem jest łąka opodal pomnika 500-lecia Bitwy pod Grunwaldem.

Cały teren Klasztornej Górki jest dość gęsto zabudowany, ale z kilku miejsc da się skutecznie fotografować.



Jasło... Kurort podtatrzański. Co widać jak na dłoni.



Droga światła do Wysokiej przy standardowej refrakcji. Widać, ze promień światła ledwo prześlizgnął się nad Pasmem Jaworzyny w Beskidzie Sądeckim.



Miejscówka:  Klasztorna Górka 250 m n.p.m.(49.735577 N 28.3706 E)
Data polowania: 04.09.2013
Najdalszy strzał: Wysoka - 118 km
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm

środa, 21 września 2016

NA PERYSKOPOWEJ... CZYLI MIRAŻE NA ZACHODZIE


     Dzień pierwszy...

Górnoreglowy las w okolicach Orawskiego Chodnika... Człowiek-TKt48  (bo tyle pary z ust bucha i wagę też mam nie małą) powoli prze do góry po ścieżce upudrowanej świeżym śniegiem. Wokół szaruga i półmrok, ale czuję że przy obecnych warunkach na szczycie Babiej Góry będę miał zgoła odmienną sytuację. Wszystko się sprawdza jeszcze przy przekraczaniu górnej granicy lasu, warstwa powietrza z chmurami zostaje za plecami. Na szczycie adoptuje murek jako "stanowisko ogniowe" i zaczynam łapanie krajobrazu w kadr. Niestety pułap chmur jest dziś zbyt wysoki bym złapał Jesioniki, ale frakcjonowana atmosfera zaserwuje mi ciekawy spektakl optyczny.

No Chocz!

Trzecie pasmo górskie w herbie Słowacji i Węgier.

Na północnym-wschodzie przebija się Mogielica.





Nie spodziewawszy się już niczego ciekawego zacząłem się zbierać, ale zauważyłem że kształt niektórych szczytów nie bardzo mi pasował do landszaftu. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że zmiana obrazu nastąpiła bardzo szybko. Sprawdzając dane z EXIF wyszło na to, że miraże urosły w czasie krótszym niż 10 minut.

W tle wystaje Velka Chochula. Jeszcze nie wierzga.




Ta sama Velka Chochula wydźwignięta przez miraż 10 minut później.


Bardzo mocno wydźwignięty Chabenec.

Beskid Sądecki też podniosło. Z Wielkiego i Małego Rogacza zrobił się Wielki i Mały Szczeliniec.
Najbardziej zabawnie jest na południowym wschodzie. Z Gór Lewockich zrobiła się linia drapaczów chmur z Manhatanu.
Siminy z Rzepiskiem i Kuligurą.





Oraz Cierna Hora z Ihlą.
Cóż, nie zawsze wszystko wychodzi, choć dostałem naprawdę niezłą rekompensatę w postaci miraży. Zlazłem więc do Lipnicy i pojechałem przez Słowację do Koszarawy, by wyjść jeszcze do znajomych nocujących w Chacie na Lasku. Poszarpawszy struny głosowe i gitarowe, zaległem w śpiworze grubo po północy.

     Dzień drugi...  

Tak jak zaległem grubo po północy, tak wstałem grubo po poranku. Przy powrocie do domu stwierdziłem (prognoza z dokładnością rzutu monetą), że pułap chmur może być nieco niższy niż wczoraj. Więc za Makowem Podhalańskim skręcam z DK28 na Przełęcz Krowiarki i ponownie palę gumę na zelówkach by zdążyć na zachód. Po drodze tuż na przełęczą, w ramach potwierdzania teorii "małego świata" spotykam jeszcze kumpla z Sącza który właśnie schodził do auta. Zdyszany, staję na szczycie Diablaka koło 15:20, po godzinie z kwadransem naprzemiennego truchtania i maszerowania. Ustawiam ostrość na nieskończoność (bo silniczek od AF coś pada) i zaczynam zapełnianie karty.

Niknąca w ciemniejącym pasie wenus Magura Spiska oraz najwyższy szczyt Cergova. 

Natomiast Góry Lewockie dziś nie wierzgają.

Z resztą można porównać z tym jak zachowywały się wczoraj.
Najwyższe partie Lewockich też są spokojne.

Czego nie można było stwierdzić wczoraj.

Beskid sądecki dziś nie faluje.
Ale wczoraj falował co widać po Wielkim Rogaczu.

Kysuce pod pierzyną z wybijającą się kopą Ladnohory.

A pułap rzeczywiście dużo niższy niż wczoraj.

U-1107 "Magurka" wyszedł z peryskopowej na rejs patrolowy.

Szychy Beskidu Sląsko-Morawskiego.



Najwyższa w tej grupie Gigula.

Oraz Smrk -  przez strome północne stoki, jest szczytem dość lawiniastym (sic!) jak na Beskidy.


Jednak polowałem głównie na kadr z północnego zachodu. No i udało się. Dach Jesioników dał się złapać. Co ciekawe na linii strzału, też wystąpiły dziś warunki sprzyjające mirażom, bo z Pradziada zrobiło mi górę stołową, czy jak kto woli beret z pomponem. Jednak bohaterem dzisiejszego odcinka zostaje Keprnik, ale o tym przekonałem się dopiero w domu, bo wystawał naprawdę niewiele ponad pułap chmur. Na fotografowanie Sudetów miałem tylko kilkanaście minut, bo chwilę później wszystko się zasnuło chmurami.

Czeskie Sudety jak na dłoni...

Szkoda tylko, że kwadrans później wszystko się zasnuło. Teraz wystaje tylko wieża na Pradziadzie.
Ta mała piramidka nad linią chmur, to najdalszy strzał na dziś.




No i to by było na tyle. Trzeba wracać do zasnutej dymem kotliny...

Przy czym złapane dziś szczyty nie są najdalszymi celami do sfotografowania z Babiej. Nieco dalej wystaje Serak odległy raptem o kilometr od Keprnika (no tylko kilometr, ale to wciąż kilometr dalej). Kolejne warte uwiecznienia zdobycze to Velka Javorina w Białych Karpatach oraz Góry Świętokrzyskie. Tylko, że dzisiejsze warunki inwersyjne to akurat przeszkoda dla fotografowania takich pasm. Niemniej w warunkach bardziej wiosennych lub jesiennych powinno być lepiej, co udowodnił RobertJ. Zainteresowanych odsyłam do jego bloga, gdzie można oglądnąć takie cacuszko.

Miejscówka:  Babia Góra 1725 m n.p.m.(49.57317 N 19.52956 E)
Data polowania: 29.11.2014/30.11.2014
Najdalszy strzał: Keprnik - 185 km
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm