środa, 21 września 2016

NA PERYSKOPOWEJ... CZYLI MIRAŻE NA ZACHODZIE


     Dzień pierwszy...

Górnoreglowy las w okolicach Orawskiego Chodnika... Człowiek-TKt48  (bo tyle pary z ust bucha i wagę też mam nie małą) powoli prze do góry po ścieżce upudrowanej świeżym śniegiem. Wokół szaruga i półmrok, ale czuję że przy obecnych warunkach na szczycie Babiej Góry będę miał zgoła odmienną sytuację. Wszystko się sprawdza jeszcze przy przekraczaniu górnej granicy lasu, warstwa powietrza z chmurami zostaje za plecami. Na szczycie adoptuje murek jako "stanowisko ogniowe" i zaczynam łapanie krajobrazu w kadr. Niestety pułap chmur jest dziś zbyt wysoki bym złapał Jesioniki, ale frakcjonowana atmosfera zaserwuje mi ciekawy spektakl optyczny.

No Chocz!

Trzecie pasmo górskie w herbie Słowacji i Węgier.

Na północnym-wschodzie przebija się Mogielica.





Nie spodziewawszy się już niczego ciekawego zacząłem się zbierać, ale zauważyłem że kształt niektórych szczytów nie bardzo mi pasował do landszaftu. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że zmiana obrazu nastąpiła bardzo szybko. Sprawdzając dane z EXIF wyszło na to, że miraże urosły w czasie krótszym niż 10 minut.

W tle wystaje Velka Chochula. Jeszcze nie wierzga.




Ta sama Velka Chochula wydźwignięta przez miraż 10 minut później.


Bardzo mocno wydźwignięty Chabenec.

Beskid Sądecki też podniosło. Z Wielkiego i Małego Rogacza zrobił się Wielki i Mały Szczeliniec.
Najbardziej zabawnie jest na południowym wschodzie. Z Gór Lewockich zrobiła się linia drapaczów chmur z Manhatanu.
Siminy z Rzepiskiem i Kuligurą.





Oraz Cierna Hora z Ihlą.
Cóż, nie zawsze wszystko wychodzi, choć dostałem naprawdę niezłą rekompensatę w postaci miraży. Zlazłem więc do Lipnicy i pojechałem przez Słowację do Koszarawy, by wyjść jeszcze do znajomych nocujących w Chacie na Lasku. Poszarpawszy struny głosowe i gitarowe, zaległem w śpiworze grubo po północy.

     Dzień drugi...  

Tak jak zaległem grubo po północy, tak wstałem grubo po poranku. Przy powrocie do domu stwierdziłem (prognoza z dokładnością rzutu monetą), że pułap chmur może być nieco niższy niż wczoraj. Więc za Makowem Podhalańskim skręcam z DK28 na Przełęcz Krowiarki i ponownie palę gumę na zelówkach by zdążyć na zachód. Po drodze tuż na przełęczą, w ramach potwierdzania teorii "małego świata" spotykam jeszcze kumpla z Sącza który właśnie schodził do auta. Zdyszany, staję na szczycie Diablaka koło 15:20, po godzinie z kwadransem naprzemiennego truchtania i maszerowania. Ustawiam ostrość na nieskończoność (bo silniczek od AF coś pada) i zaczynam zapełnianie karty.

Niknąca w ciemniejącym pasie wenus Magura Spiska oraz najwyższy szczyt Cergova. 

Natomiast Góry Lewockie dziś nie wierzgają.

Z resztą można porównać z tym jak zachowywały się wczoraj.
Najwyższe partie Lewockich też są spokojne.

Czego nie można było stwierdzić wczoraj.

Beskid sądecki dziś nie faluje.
Ale wczoraj falował co widać po Wielkim Rogaczu.

Kysuce pod pierzyną z wybijającą się kopą Ladnohory.

A pułap rzeczywiście dużo niższy niż wczoraj.

U-1107 "Magurka" wyszedł z peryskopowej na rejs patrolowy.

Szychy Beskidu Sląsko-Morawskiego.



Najwyższa w tej grupie Gigula.

Oraz Smrk -  przez strome północne stoki, jest szczytem dość lawiniastym (sic!) jak na Beskidy.


Jednak polowałem głównie na kadr z północnego zachodu. No i udało się. Dach Jesioników dał się złapać. Co ciekawe na linii strzału, też wystąpiły dziś warunki sprzyjające mirażom, bo z Pradziada zrobiło mi górę stołową, czy jak kto woli beret z pomponem. Jednak bohaterem dzisiejszego odcinka zostaje Keprnik, ale o tym przekonałem się dopiero w domu, bo wystawał naprawdę niewiele ponad pułap chmur. Na fotografowanie Sudetów miałem tylko kilkanaście minut, bo chwilę później wszystko się zasnuło chmurami.

Czeskie Sudety jak na dłoni...

Szkoda tylko, że kwadrans później wszystko się zasnuło. Teraz wystaje tylko wieża na Pradziadzie.
Ta mała piramidka nad linią chmur, to najdalszy strzał na dziś.




No i to by było na tyle. Trzeba wracać do zasnutej dymem kotliny...

Przy czym złapane dziś szczyty nie są najdalszymi celami do sfotografowania z Babiej. Nieco dalej wystaje Serak odległy raptem o kilometr od Keprnika (no tylko kilometr, ale to wciąż kilometr dalej). Kolejne warte uwiecznienia zdobycze to Velka Javorina w Białych Karpatach oraz Góry Świętokrzyskie. Tylko, że dzisiejsze warunki inwersyjne to akurat przeszkoda dla fotografowania takich pasm. Niemniej w warunkach bardziej wiosennych lub jesiennych powinno być lepiej, co udowodnił RobertJ. Zainteresowanych odsyłam do jego bloga, gdzie można oglądnąć takie cacuszko.

Miejscówka:  Babia Góra 1725 m n.p.m.(49.57317 N 19.52956 E)
Data polowania: 29.11.2014/30.11.2014
Najdalszy strzał: Keprnik - 185 km
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm

czwartek, 8 września 2016

RAD CIĘ GOSZCZĘ W KADRZE RADGOSZCZU


Wrzesień - plecień... Chyba jakoś tak to szło. Akurat podczas odhaczania kolejnego punktu w zdobywaniu Wielkiej Korony Tatr - Łomnicy, nastała pora mieszana, zimowo - jesienna. Aura zimowa była przewidziana, ale dowaliło naprawdę sporo śniegu powyżej 2100 m n.p.m. Owszem zdarzało się to nawet w sierpniu, ale niekoniecznie w tak dużej ilości. Z racji ładnej pogody przytroczyłem także lufę 300 mm, ale bez wielkich nadziei na cokolwiek dalekiego. Tak na wszelki wypadek wypstrykałem na szczycie kilka kadrów na zachodnim horyzoncie i dopiero w domu zobaczyłem, że coś się złapało. A złapało się nie mało...

Na granicy pór roku.

Rusałka pokrzywnik na próżno szuka pokrzyw w piętrze subniwalnym.



Widoczność była dobra, ale tylko w jednym kierunku - na zachód. Gdzieś na lewo od Barańca, uplasował się długi i obły jak bochen chleba grzbiet Velkiej Luki. Jej porosły łanami kosodrzewiny szczyt, jest najwyższym punktem południowej części Małej Fatry. Ciut z boku na lewo od hal Wielkiej Fatry wyszła Flochova - najwyższy szczyt Kremnickich Wierchów.

Panorama Tatr w kierunku zachodnim ze szczytu Łomnicy.




A w luce pomiędzy szczytami luka Velka Luka.

Jest też "Flaszka" z Kremnickich Wierchów.
No ale na Małej Fatrze się nie skończyło, ciut na prawo pojawiły się szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego z najwyższym szczytem - Lysą Horą (vel. Gigulą), wyróżniająca się jako piękny i jędrny fliszowy "cyc". Z nie małą, bo wynoszącą ponad kilometr deniwelacją ponad północne podnóża. Najdalej uplasował się słabo wyróżniający się w linii grzbietu Radhost wznoszący się na  1129 m n.p.m. gdzie stoi całkiem ładna, XIX wieczna drewniana kaplica św. Cyryla i Metodego. Z panslawistyczną inskrypcją  Milujte se, Slované...".
 
Nad Giewontem Gigula - królowa Beskidu Śląsko-Morawskiego.

Oraz nad Granatami rosły Smrk wraz z grupą Knehyni i Radhosta.


Jakby nie patrzeć, to trafił się dziś całkiem przyzwoity dystans w niekorzystnej porze dnia i w zasadzie przypadkowo. Jednak biorąc pod uwagę miejsce fotografowania, to nie jest to jakaś rewelacja. Wszak dystanse na ponad 200 km, czy nawet ponad 300 km to taki wręcz standardowy potencjał fotograficzny Łomnicy. Całość zdjęć z wyjścia wraz z opisem można zobaczyć tutaj.

Miejscówka:  Łomnica 2634 m n.p.m. (49.19507 N 20.21257 E)
Data polowania: 28.09.2014
Najdalszy strzał: Radhost - 148 km
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

RADARÓW NIE MA...


Stanowiskiem strzeleckim na dziś będzie Kobylnica - druga w rankingu wysokościowym góra Pogórza Rożnowskiego, niższa zaledwie o 4 metry od prymuski - Dąbrowskiej Góry. Jeszcze jakiś czas temu była przyozdobiona zabawkami wojsk radiotechnicznych - sterczącymi radarami parabolicznymi. Stacjonowała tam 362 kompania z 3 Wrocławskiej Brygady Radiotechnicznej, ale w 2003 roku ekipa spakowała manele, a agencja mienia wojskowego została z niemałym fantem do sprzedania.

Kobylnica. Pogląd od południowej strony z Siedlec.

Przyjechałem tutaj z podobnych pobudek co radiowcy. Z Kobylnicy otwiera się bardzo szeroki horyzont. No może za wyjątkiem południa i zachodu, ale obniżenie na linii doliny Dunajca i Dołów Jasielsko-Sanockich daje spory potencjał obserwacyjny. Radiowcy rzecz jasna mieli jeszcze lepiej z uwagi na większe ugięcie fal radiowych w troposferze, niż ma to miejsce przy falach z zakresu VIS.

Pierwszy ognik już na niebie...

Mocno odbijający światło krzyż na Liwoczu.
Wysoki na 151 m komin elektrociepłowni Gorlice.
Oraz kominy elektrociepłowni w Mościcach.

Niestety widoczność na wschodzie, nie była taka rewelacyjna i nie złapałem dziś Gór Sanocko-Turczańskich. Za to bardzo klarowny był północny horyzont, co zresztą jest wyjątkowo częste w tym roku. Parafrazując: Radarów nie ma, ale i tak jest zajebiście... Bo przecież w tym rejonie, po połowie maja było już zwykle po sezonie obserwacyjnym.


Wraz z obniżaniem się słońca zarys Gór Świętokrzyskich się wzmacnia.
Na Łysej Górze jeszcze ciemno.
Ale po kilku chwilach zapala się światełko RTCN.
Trio świętokrzyskie.
No i wypadało też ustrzelić to co za miedzą - Tatry.
Oraz przygrzewa ciepła łuna nad Sączem.

Miejscówka: Kobylnica 579 m n.p.m. (49.71759 N 20.75998 E)
Data polowania: 17.06.2016
Najdalszy strzał: Łysa Góra - 128 km.
Oręż fotograficzny: Pentax K-50 + Soligor 400 mm / + DAL 50-200 mm

sobota, 16 lipca 2016

Z WIZYTĄ U ŚW. MARCINA


Dzień po łowach na Kamienniku zabrałem się na rowerową trasę w okolicach Tarnowa. Powietrze nadal było klarowne. Wiało już słabiej niż wczoraj, ale był to i tak zbyt mocny zefir dla tego parchatego rupiecia z "amelinium", który ośmiela zwać się statywem. Stąd z Soligora 400 mm niestety dalej będzie mydło. Co najwyraźniej widać przy poruszeniu świateł przekaźników.

Postawiłem fotografować z forpoczty Karpat - Góry św. Marcina nad Tarnowem. Wzniesienie jest niezbyt wysokie oraz zabudowane domami i to dość skutecznie. Za to posiada ciekawe położenie. Jest bardzo wysunięta na północ w stosunku do reszty Pogórza Ciężkowickiego i z trzech stron otoczona obniżeniami. To taki fliszowy półwysep wcinający się głęboko w młodsze osady ilaste miocenu. Na szczycie znajduje się jeden z 22 XV-wiecznych, drewnianych kościołów w Karpatach Polskich, którego wezwanie dało nazwę górze. Dobrych okienek by fotografować między domami nie ma zbyt wiele i trzeba się między nimi przemieszczać, ale i tak jest tu klawo.

Pierwszy raz rozkładam sprzęt niedaleko szczytu, na polu niedaleko kościoła św. Marcina.


Potężny kompleks zakładów Azoty S.A.

Kombinat... Po prawej widać bloki na Wzgórzach Krzesławickich.


Ukazał się też największy z jurajskich Zrębów Krakowskich. Po lewej kościół w Szczepanowie.

Płaskowyż Proszowicki gdzie niedawno szperałem za siarką, o czym można poczytać tutaj.

Babia Góra z okolicą  @200 mm

Ten sam areał przy @400 mm

Okienko w kierunku domu.
Tatry zbożowe...



Prymusi Tatrzańscy.


Oraz min. największe szychy Tatr Polskich.


Otoczenie Doliny Gąsienicowej.
Po obstrzelaniu południa i zachodu. Przejeżdżam mniej więcej kilometr na wschód, grzbietem ciągnącym się w stronę Skrzyszowa. Tutaj zatrzymuje się by złowić Góry Świętokrzyskie. Miejsc skąd widać dobrze na północ jest kilka (choćby z placu za prezbiterium kościoła św. Marcina), ale niewiele jest wolnych od kabli wcinających się w kadr.


Prawie 2000 MW wyciskane z ośmiu bloków.

Trio świętokrzyskie...
Od tej góry wzięło nazwę całe pasmo...

Ale najwyższy szczyt jest w tym kadrze.
Wschodni winkiel Łysogór. Dobrze widać zarysy opactwa.

Oraz zachodni, najwyższy winkiel Łysogór i kościół pw. Błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tarnowie.




Miejscówka: Góra św. Marcina 384 m n.p.m. (49.98419 N 21.01079 E)/(49.98815 N 21.0221 E)
Data polowania: 07.07.2016
Najdalszy strzał: Krywań, Cyl - 117 km.
Oręż fotograficzny: Pentax K-50 + Soligor 400 mm / + DAL 50-200 mm